Skip to main content
32
58

I kolejny raj w górach za nami…

Wersja do wydruku

I kolejny rajd w górach za nami…


Rajdy górskie w Roździeniu zaczynają mieć swoją tradycję…Jeszcze nie tak dawno, bo zaledwie w czerwcu zdobywaliśmy Beskid Żywiecki…a w miniony czwartek zdobyliśmy Gorce… W bardzo wczesnych godzinach porannych…zebraliśmy się przed szkolnym budynkiem w oczekiwaniu na autokar i … opiekunów. W sumie nie do końca wiadomo…kto był pierwszy profesor Dyrka czy autokar…a może autokar. Grunt, że wszyscy dopisali i o 6.15 wyruszyliśmy w trasę. Oczywiście korzystając z ledwo wstającego dzionka jeszcze trochę dospaliśmy po krótkiej nocy…aby w końcu o 7.30 otworzyć oczy i podziwiać widoki trasy Wadowice…Sucha Beskidzka…Maków Podhalański…Chabówka i w końcu Nowy Targ. Po drodze zabraliśmy Pana przewodnika, który miał być naszym przewodnikiem. W końcu dojechaliśmy ok. 9.10 na miejsce - Nowy Targ Kowaniec. I po krótkim omówieniu trasy z Panem Michałem ruszyliśmy szlakiem..Ale czy aby na pewno…? Szybko się okazało, że góry są pełne niespodzianek…Nagle wyrastają na szlakach domy…ogrody…zagrody…Ale nie ma tego złego…W końcu bez przeszkód podchodziliśmy Turbacz (1310 )…Hmmm…może nie wszyscy równym tempem…ale nasz peleton dzielnie współpracował i nie zrażało go nic. Nawet zmęczenie i pot lejący się z czoła...po plecach…Dzielnie maszerowaliśmy coraz wyżej..aż w końcu o 12.07 jest! Schronisko na Turbaczu!! A co na szczycie? Oczywiście nieśmiertelny żurek, który w górach smakuje najlepiej. Do tego herbatka z cytrynką i o 13.00 dalej w drogę. Widoki piękne…ale teraz trzeba było zdobyć Stare Wierchy (968). Szczyt niby niższy niż Turbacz…o ile się nie zgubi szlaku, co nam się akurat przytrafiło..No może nie końca nam…ale dzięki temu mogliśmy się zmierzyć jeszcze raz ze stromymi podejściami a w końcu i tak Stare Wierchy uległy!! 15 minut odpoczynku i sprawdzenie czy mamy ładne odciski…zobaczyć czy nogi słusznie bolą a zakwasy są wystarczająco zaawansowane i na Maciejową (815). Teraz było tylko w dół..czasem zastanawialiśmy się czy nie schodzimy szlakiem rowerowym..ale nie…Maciejowa - czyli przeurocza bacówka gościła nas tylko 10 minut..ale zrobiła na nas największe wrażenie. Nieduży drewniany budynek…ławeczki pod drzewami…widoki przeurocze…I ostatni etap - autokar, który dzielnie czekał na naszą grupę. Im bliżej autokaru tym było szybciej…więc jednak wytrzymaliśmy :). A w autokarze niespodzianka. Nie mamy czasu na obiad! Wszyscy się śmiali…i w tej ogólnej wesołości jednak pojechaliśmy na zamówiony wcześniej posiłek. I zjedliśmy go w tempie iście górskim! A był przesmaczny! I w końcu autokarem w drogę powrotną…Pan Janek - nasz kierowca - bezpiecznie dowiózł nas do Sosnowca a my równo 20.15 podjechaliśmy pod szkołę…Przeszliśmy ok. 34 km w górach… i teraz byliśmy zmęczeni…spoceni…brudni… ale… przeszczęśliwi …daliśmy radę, bo było świetnie…A dowodem niech będzie pytanie stawiane naszym opiekunom… Kiedy następny wyjazd…? Niebawem…

Zobacz zdjęcia
Opiekę nad młodzieżą sprawowali Pani Lidia Anton i Pan Szczepan Dyrka

Content
Content