Skip to main content
32
58

Wycieczka do Rumunii i Węgier

Wersja do wydruku

Wycieczka do Rumunii i Węgier 2018 r.

Dziękujemy Panu profesorowi Szczepanowi Dyrce za wszystkie wspaniałe relacje!

Dzień 7

Dzień 7...Poranek...?

Kiedy zaczął się dzień siódmy? Właściwie to go przegapiliśmy ...bo to była noc. Węgry przywitały nas śniegiem ... Zimno...droga śliska...ale na szczęście spaliśmy...A o poranku ok 6.30 Słowacja :) i koniec śniegu...słońce...nawet nieco zieleni...Od razu śniadanko...dziwne bo kto na śniadanie je zupkę :)....ale było...Widoczki na Słowacji...Morawach piękne...ale tylko z okien autokaru. I nadszedł ten moment...Polska! I tutaj ostatnia sikunda ...jakaś kawa...tradycyjny polski hot-dog...i koniec... Ostatnia relacja z naszej wycieczki...Chciałem wszystkim podziękować za ten wyjazd...Moim koleżankom za nieocenioną pomoc... Dla Rysia głębokie pokłony za jak zawsze olbrzymią wiedzę...umiejętność zaciekawienia i przekazania tej wiedzy Nam wszystkim...Wielkie Dziękujemy...
Dla Panów kierowców...którzy znakomicie i bezpiecznie dowiezli nas w każde miejsce...
Dla Was kochane dzieciaki za radość...dobry humor...za wspaniałe zachowanie i godną postawę...
Dziękuję...
P.S. A za rok...? Może znowu pojedziemy...? Gdzie...? Zobaczymy...

Dzień 6

I nadszedł.. niestety...ostatni dzień naszej wyprawy :(... Dziś żegnamy piękną Rumunię. Uczciliśmy to późniejszą pobudka oraz owocową herbatą o 9 rano. Śniadanie (smaczne) szybko minęło i czas pakowania oraz porządków w pokojach zakończył pobyt w przezielonym pensjonacie w Azudze. Wyjazd w przepiękną pogodę wcale nam się nie uśmiechał...ale cóż. Mus to mus. Ostatnim etapem naszej wycieczki była Sigishoara. Piękna miejscowość z uroczą starówka. Tam obejrzeliśmy kilka kościołów...mury miejskie...zrobiliśmy ostatnie zakupy i jeszcze posiłek przed wyjazdem. Wprawdzie rumuńska knajpa nie przetrzymała najazdu Polaków i presji z tym związanej...ale cóż. Zaskoczyliśmy ich jak Turków pod Wiedniem i zjedliśmy :). I czas w drogę. Długa podróż przed nami. Przetrzymali nas nieco na granicy z Węgrami...ale teraz dobranoc...
Dziękujemy Pani Katarzynie Czajęckiej za zdjęcia!
Dziękujemy Panu Szczepanowi Dyrce za zdjęcia!

Dzień 5

Aaaaaaaa...jak smacznie się spało...w nocy śniegu napadało...i lekko ślisko na dworze się zrobiło...Ale na śniadanie wszyscy dotarli i nawet zjedli :) ... A o 9.03 wyjazd do Bran...do zamku...Draculi. Tzn akurat słynny wampir w zamku posiedział może 4-5 dni...ale folklor zobowiązuje :). Zamek jak najbardziej tak...może wyposażenie nie było wampiryczne...ale nie mniej ciekawe. Sam książę niestety nie pofatygował się na spotkanie z nami. Potem zakupy na swoistym targowisku próżności. Niektóre koleżanki tak się zatopiły w zakupach...że zapomniały o zbiórce :) . I herbatka...kawa...ciastko i w trasę. Tym razem zamek Rasnov. Chłopski zamek. Hmmm...to że chłopi ziemię uprawiają to ok...hodują bydło to ok...ale zamki budować? Cóż chłopi z Siedmiogrodu potrafili i wyszło im całkiem nieźle. W każdym razie stoi do tej pory. Zbudowali nawet małe domki wewnątrz murów żeby mieli gdzie mieszkać. W końcu ostatnia część wyprawy czyli stary Brasov...Piękne miasto. Uliczki z pięknymi kamienicami...rynek wielce uroczy...Czarny Kościół (nie mylić z Sandorem la Vey'em)... i ta kolejka...wielce :) zabytkowa...która dała radę jeszcze nas zawieźć na górę skąd można było się napawać piękną panoramą miasta. A później jeszcze tradycyjne rumuńskie potrawy jak spaghetti carbonara...pizza Porta...burgery z frytkami...i powrót do ośrodka. A tam po krótkim relaksie...obiadokolacja...czyli pałeczki z kurczaka...puree i papryka...pycha...i cóż...jak zawsze pogaduchy w pokojach bo rano wyjazd :( ...
Dobranoc...

Dziękujemy Pani Katarzynie Czajęckiej za zdjęcia!
Dziękujemy Nataszy Sęp z klasy IIIag za zdjęcia!

Dzień 4


Azuga powitała nas dość mroźno...ale smaczne śniadanko od razu poprawiły nam humory. Wyspani (łóżko :) )...najedzeni...ruszyliśmy w drogę do zamku Peles. Krótka podróż naszym autokarem i wysiadamy. Przed nami 20 minut spacerkiem do zamku...prawie wszyscy ochotnie ruszyliśmy pod niewielką górkę i nagle oczom naszym ukazał się przepiękny widok zamku jakby żywcem wyjętego z Bawarii. Zamek królów rumuńskich był przecudowny. Już jego zewnętrzny widok wzbudzał zachwyt a wnętrze po prostu powalało na kolana. Przepiękne rzeźby... lustra... obrazy... kolekcja broni... inkrustowane zdobienia... wszystko w sposób idealnie wyważony sklaniało tylko ku jednej myśli - powrócić tu...i może kiedyś :)... Po zamku w Peles jeszcze spacer po parku do zabudowań dla służby oraz herbatka...kawa...ciastka w kawiarni pałacowej i huzia do pamiątek. Kilkanaście stoisk a tam magnesy...bluzki...kalendarze...widokówki itp...i leje znikały z naszych portfeli. Kolejne punkty programu to cerkwie w Sinai oraz prawosławny klasztor w tymże miejscu... wojskowy cmentarzyk z okresu Wielkiej Wojny i na lunch do centrum uzdrowiska. Pojedzeni jeszcze chwila na zakupy w Penny (a taki sklep :) ) i jeszcze mały kościółek w Busteni i zaczęło lać... i niestety powrót do ośrodka i odpoczynek. A o 19 obiadokolacja czyli tradycyjny woloski szaszłyk z frytkami i surówką...smaczne cytrynowe ciasto i ... relaks...aby o 22.00 powoli szykować się do spania...
Dobranoc...
Dziękujemy Pani Katarzynie Czajęckiej za zdjęcia!
Dziękujemy Nataszy Sęp z klasy IIIag za zdjęcia!

Dzień 3


Nocna podróż autokarem to po prostu poemat...nienaturalne pozycje podczas snu mogłyby stanowić wspaniałą inspirację dla twórców rzeźby nowoczesnej...dwa postoje nocne na sikundę i dalej w drogę. O 5.30...Sibiu...tak się dobrze spało że Pan Rysio musiał trzy razy grać pobudkę...a w końcu na śniadanie do MacDonalda. Jak Panie (przemiłe) nas ujrzały w ich oczach pojawiło się przerażenie. O 7.45 tylu głodnych? Ale dały radę...i potem Sibiu - Stare Miasto...piękne. Duży rynek pięknie odnowiony...kościoły i cerkiew (piękna)...pyszne ciastko z wiśniami...kompleks murów obronnych i minęły dwie godzinki. I czas w drogę do miasteczka Azuga...bo tam jest nasza baza. Po drodze niektórzy dosypiali...a niektórzy śpiewali...a jeszcze inni oglądali widoczki...np panoramę zamku Rasnov (tam jutro jedziemy :) )...i w końcu Azuga...Stare miasteczko tak trochę jeszcze niedokończone :)...ale nasz pensjonat był...może pokoi zbyt mało...Ale jakoś wszystko się poukładało...aby o 18 zasiąść do kolacji...kotlecik z kurczaka risotto i wszyscy zjedli ze smakiem..
Jeszcze deserek...część poszła na spacer z Panem Dyrką i potem już powoli szykowaliśmy się do spania...Dobranoc...
Dziękujemy Pani Katarzynie Czajęckiej za zdjęcia!
Dziękujemy Nataszy Sęp z klasy IIIag za zdjęcia!

Dzień 2


Noc minęła spokojnie...było cicho...wygodnie choć bardzo ciepło...A rankiem po kąpieli czekało na nas śniadanie w formie szwedzkiego stołu...jajecznica.. kiełbaski...wędlinka...serki...i inne pyszności znikały w naszych żołądkach....Po śniadaniu w drogę...na podbój Budapesztu. I czego tam nie było...eklektyczny zamek Hunyadych.. Plac Bohaterów...Muzeum z czasów Stalinizmu, które zrobiło na Nas wielkie wrażenie...Katedra św. Szczepana tzn. Stefana (...he he...nasz profesor dorobił się katedry w Budapeszcie...)...gmach opery....hale targowe...most wiszący gdzie lwy nie ryczały :) ...nocna panorama miasta...a w końcu kolacja w podbudapesztanskim zajeździe (pyszny gulasz...)...i w drogę do Rumunii...jeszcze na stacji ząbki umyć i... Dobranoc...
Dziękujemy Pani Katarzynie Czajęckiej za zdjęcia!
Dziękujemy Nataszy Sęp z klasy IIIag za zdjęcia!

Dzień 1


I pierwszy dzień za nami...dzień pełen wrażeń. Pierwsze zapewniła naszą kochana policja...która przetrzymała nas ponad godzinkę na kontroli....Ale w końcu ok 7.35 ruszyliśmy w drogę. Kilka przystanków i wygodny autokar dowiózł nas do stolicy Węgier. I było wzgórze Gelerta...potem wzgórze zamkowe i Kościół św. Macieja...Baszta Rybacka...Zamek Królewski...przepiękna panorama miasta...pomniki...a w końcu hotel - bardzo sympatyczny Best Line Budapest...bardzo wygodny...kolacja typowo nie mająca z Węgrami nic wspólnego :) i sen...pod opieką kochanych opiekunów...Dobranoc..
Tekst: mgr Szczepan Dyrka

Dziękujemy Nataszy Sęp z klasy IIIag za zdjęcia!

Content
Content